„Musisz myśleć o sprawie cały czas”- czyli o tym, co boli współczesnych prawników i jak wygląda ich codzienność

21 czerwca 2022 | Aktualności

Prawnik i jego codzienność

Prawo nie powinno naśladować natury – powinno ją naprawiać. Prawo jest pomysłem ludzi na regulowanie ich wzajemnych stosunków. To jacy jesteśmy i jak żyjemy wynika z prawa, którego przestrzegamy, i… które łamiemy. Człowiek jest wolny. Jego wolność ogranicza tylko prawo do wolności innego człowieka.”*

Zabiegana i wiecznie zajęta Pani Mecenas, dwieście spraw w referacie, biegnie długimi korytarzami Sądu Okręgowego w Warszawie na szóstą już rozprawę w tym dniu, klasyczna sprawa o zapłatę, wymagający i doskonale przygotowany przeciwnik procesowy po drugiej stronie, który torpeduje jej linię obrony, w co drugim zdaniu padają magiczne słowa: „Sprzeciw Wysoki Sądzie!” Z nieukrywaną złością przechadza się po sali rozpraw głośno stukając obcasami, przesłuchuje świadka zadając mu w przeważającej mierze pytania sugerujące odpowiedź, aby za chwilę udowodnić mu kłamstwo. Otwiera drzwi i zaprasza na tą samą salę rozpraw tłum dziennikarzy i fotoreporterów, z satysfakcją patrząca na bezradne i zszokowane miny strony przeciwnej.

Czy tak wygląda codzienność współczesnych prawników?

Przedstawiona powyżej scenka obrazuje świat prawniczy znany z seriali zaczerpniętych w dużej mierze z systemu amerykańskiego. Rzeczywistość wygląda jednak zupełnie inaczej. Prawdą może być i często jest, że jeden pełnomocnik procesowy będący czy to radcą prawnym czy adwokatem (skupię się na obrońcach w niniejszym artykule) może mieć dwieście spraw w referacie. Pełnomocnicy zawodowi w Polsce podczas rozprawy nie używają słowa „sprzeciw”, natomiast składają tzw. zastrzeżenia do protokołu w sytuacji naruszenia przepisów przez Sąd. Nie wolno zabrać głosu, którego uprzednio nie udzielił nam Sąd, nie przerywamy wypowiedzi stronie przeciwnej. Nie chodzimy również po sali ani nie podchodzimy do barierki świadka, którego przesłuchujemy. Siedzimy po prawej lub lewej stronie Sądu w zależności od tego, którą ze stron reprezentujemy w procesie, wstajemy gdy Sąd udzieli nam głosu. Podchodzimy do Sądu lub do strony przeciwnej tylko wtedy, gdy np. składamy pełnomocnictwo procesowe/upoważnienie umocowujące nas do działania w danej sprawie lub nowe wnioski dowodowe po uprzednim dopuszczeniu ich przez Sąd. Bezwzględnie na sali sądowej obowiązuje strój urzędowy czyli toga z niebieskim żabotem w przypadku radców prawnych albo z zielonym w przypadku adwokatów (nie dotyczy to aplikantów). Jeśli przesłuchując świadka, zadamy mu pytanie sugerujące odpowiedź lub nie mające związku ze sprawą, Sąd najpewniej je uchyli. O obecności mediów na sali sądowej również decyduje Sąd, a nie pełnomocnik procesowy.

Prawnicy z reguły nie rozstają się z kalendarzem, zapisują w nim wszystkie terminy sądowe lub urzędowe, czasem połowę dnia zajmuje odpisanie na maile lub rozmowy telefoniczne czy spotkania z klientami. Na co dzień zaczytani w aktach sprawy, skrupulatnie ją analizujemy, aby w dalszej kolejności ustalić narzędzia służące rozwiązaniu problemu klienta. Prawnicy procesowi uczestniczą w rozprawach sądowych, odbywają wizyty w prokuraturach, jednostkach policji, aresztach śledczych czy w urzędach.

Główny bohater filmu Krzysztofa Kieślowskiego pt: „Krótki film o zabijaniu”- mecenas Piotr Balicki wkraczając w rolę pełnomocnika zawodowego- adwokata, był pełen optymizmu i ogromnych nadziei z jakimi przyszło mu się mierzyć na drodze zawodowej: „Uprawiając ten zawód można chyba naprawić błędy ogromnej maszyny, która się nazywa aparatem sprawiedliwości. Na pewno można próbować naprawić. Ciekawi mnie też to, może najbardziej, że będę mógł poznać i zrozumieć ludzi, których w żadnym innym zawodzie nie mógłbym spotkać.”

Młodzi, współcześni prawnicy często myślą podobnie zwłaszcza na początku drogi zawodowej.

Należy podkreślić, że nie zawsze da się naprawić błędy aparatu sprawiedliwości. Niejednokrotnie zdarza się tak, że przegrywamy sprawy, które wydają nam się wygrane albo wygrywamy takie, na które nie postawilibyśmy dziesięciu groszy. Wywołuje to często frustrację i niezadowolenie z naszej strony, ponieważ do pewnego momentu wszystko szło po naszej myśli, a finał jednak okazał się zaskakujący. W takich sytuacjach szukamy błędów w nas samych i jesteśmy sobą rozczarowani. Bardziej doświadczeni prawnicy mają świadomość, że sprawa sprawie nierówna jak również Sąd Sądowi nierówny.

Rozmawiając z kolegami z branży prawniczej tj. aplikantami radcowskimi/adwokackimi często słyszę, że starsi koledzy po fachu chcąc być może zmotywować ich do bardziej efektywnej pracy mówią wprost: „Musisz myśleć o sprawie cały czas”, czy to oglądając film w kinie, czy to spacerując czy jedząc kolację z rodziną. Z jednej strony wydaje się to absurdalne, bo po pierwsze pozbawia tzw. życia pozazawodowego ani nie daje szansy na odpoczynek i regenerację, z drugiej daje możliwości niekończącego się samorozwoju i lepszego zaangażowania w sprawę. Z całą pewnością nie jest to zdrowe podejście, i nie sprawi ono, że sprawa będzie toczyć się szybciej, a jednak młodych prawników uczy się i przyzwyczaja do takiego funkcjonowania w świecie prawniczym.

Kolejną kontrowersją jaka panuje wśród również starszych kolegów po fachu jest przeświadczenie, że nie da się być jednocześnie dobrym prawnikiem i np. żoną lub matką w przypadku kobiety. Wszystko trzeba stawiać na jedną kartę i skupić się tylko na jednej roli życiowej, ponieważ pełniąc kilka z nich na pewno którąś w końcu się zaniedba. Jest to pogląd na tyle niesłuszny i nie mający odzwierciedlenia w dzisiejszych czasach, a nadal faworyzowany. Osobiście znam ludzi w środowisku prawniczym, którzy im więcej spraw mają na głowie, tym lepiej potrafią się zorganizować i właśnie dzięki temu osiągają spektakularne rezultaty.

Jedną z częstszych bolączek jaka dotyka młodych, współczesnych prawników jest obranie sobie za cel bycia najlepszym w myśl zasady: „Musisz być najlepszy, dobrzy są wszyscy inni wokół.” Niektórym być może taka postawa sprzyja w rozwoju osobistym jednak dla większości bywa po prostu niszcząca i mocno wpływa na tzw. ego. Osoby niezwiązane z prawem często uważają prawników za ludzi z dość wysokim ego, co jeszcze bardziej wpływa na nasz stosunek do nas samych. Nie chcemy nawet ukrywać, że jest inaczej tylko wręcz eksponujemy to.

A contrario istnieje też grupa, która zadaje sobie pytania: „Czy jestem dość dobry na tą sprawę, czy podołam, czy jestem w stanie wybronić tego klienta?” Zdarza się, że pełnomocnicy zajmują się sprawami, które są wewnętrznie sprzeczne z ich systemem wartości i często w takich sytuacjach dochodzi do wypowiedzenia pełnomocnictwa, szczególnie po tym jak klient nie był z nami szczery, co często okazuje się podczas rozprawy, a chwilę potem padają od klienta słowa: „To teraz Panie Mecenasie powiem jak było naprawdę.”

Prawnicy często martwią się o pozyskanie klienta/ów, co też jest nie lada wyzwaniem zważywszy na niemałą konkurencję i liczbę prawników obecnych na rynku. W tym aspekcie ogromną rolę odgrywa prawidłowa strategia marketingowa, z czego coraz więcej prawników zdaje sobie sprawę i z coraz lepszym powodzeniem rozwija się w tym kierunku.

W dość dużym stopniu utrudnia prowadzenie sprawy słaba nić porozumienia z klientem. Zapewne każdy prawnik w swej karierze zawodowej miał do czynienia z tzw. trudnym klientem. Niby potrzebuje pomocy profesjonalnego pełnomocnika, ale sam wszystko wie lepiej, nie akceptuje żadnego zaproponowanego mu rozwiązania czy jest z góry negatywnie nastawiony na powodzenie sprawy. Klienci nierzadko kłamią oraz nie mówią całej prawdy. Miałam okazję uczestniczyć w kursie prowadzonym przez Delta Training dotyczącym profesjonalnej obsługi trudnego klienta. Wielokrotnie prowadzący kurs kładli nacisk, aby nie dać się manipulować takim klientom, a także jak ważna jest kwestia asertywności.

Często prawnicy mają również problem z tym jak mówić do klienta, aby zostać zrozumianym. Nie jest tajemnicą, że prawnicy mówią skomplikowanym językiem ustaw, w pismach procesowych posługują się językiem prawnym i prawniczym, którego klienci nie rozumieją. Dlatego tak ważne jest wytłumaczenie klientowi znaczenia danego przepisu oraz identyfikacja jego problemu prawnego.

Podobnie jak lekarze są związani przysięgą Hipokratesa: „Po pierwsze nie szkodzić”, tak i prawnikom nie wolno działać na niekorzyść swojego klienta. Jeśli klient nie wyraża zgody nie możemy samodzielnie podjąć żadnego ruchu wbrew jego woli.

Zdaniem klientów prawnik powinien być trochę jak psycholog, musi wykazać się empatią w stosunku do klienta, ale jednocześnie nie może nabrać do niego zbyt emocjonalnego stosunku. Klient musi czuć się zaopiekowany przez swojego prawnika, jednak tak, by ten był ponad sprawą. Tytułowy mecenas Balicki z „Krótkiego filmu o zabijaniu” zostaje rzucony na głęboką wodę. Pierwszym klientem, którego przyszło mu bronić jest oskarżony o zabójstwo taksówkarza młody Jacek Łazar. Balicki podchodzi do sprawy i do postaci oskarżonego bardzo personalnie, mocno przeżywa to, że jego klienta skazano na karę śmieci (w 1987 roku w Polsce obowiązywała jeszcze kara śmierci), a on nic z tym nie może zrobić. Zarzucają mu nawet, że jest zbyt delikatny, by wykonywać ten zawód. Ze smutkiem i z  bezradnością przyznaje, że zupełnie przegrał. Do końca nie może się z tym pogodzić, nawet słysząc od samego sędziego słowa: „ A wyrok musiał być taki. Pan nie popełnił żadnego błędu, ani jako prawnik, ani jako człowiek.”

Mecenas Balicki sprawie Jacka Łazara poświęcił się bez reszty. Podczas ostatniej rozmowy z oskarżonym tuż przed jego egzekucją w celi, gdy strażnik więzienny zapytał: „ Pan naczelnik i pan prokurator, pytają pana mecenasa, czy już?”, Balicki odpowiedział: „Niech pan powie panu prokuratorowi, że ja nigdy nie powiem „już””. Sądzę, że we współczesnym świecie również nie brakuje takich Balickich. Nie ulega wątpliwości, że takich pełnomocników klienci darzą ogromnym szacunkiem, mają do nich pełne zaufanie, dostrzegają ich sumienność, dokładność i skrupulatność przy prowadzeniu sprawy.

 

Jacek Łazar: To już koniec, panie mecenasie?
Piotr Balicki: Koniec.

*Cytat z filmu „Krótki film o zabijaniu” w reżyserii Krzysztofa Kieślowskiego

Autor Artykułu: Magdalena Adamczyk

„Musisz myśleć o sprawie cały czas”- czyli o tym, co boli współczesnych prawników i jak wygląda ich codzienność

więcej